piątek, 12 lutego 2016

Koty, koty, koty... na zakończenie zimowych warsztatów.

Koty, koty... dużo kotów. I chociaż to jeszcze nie marzec  i  nie są to z pewnością koty marcowe, to na  warsztatach z rękodzieła powstało kilka gadżetów z tym właśnie motywem. Nie dziwię się wcale dziewczynkom, że ten wzór wybrały, bo ja sama  bardzo lubię koty. Od zawsze.




 Przypomniała mi się pewna historia, którą co jakiś czas wspomina  mama. Dotyczy ona właśnie mojej miłości do kotów. Jako 2 letnie dziecko spędzałam lato u dziadków na wsi. A na wsi, jak to na wsi - w każdym gospodarstwie po kilka kotów. U babci też. Któregoś dnia  gdzieś się babci w domu zgubiłam. Drzwi były zamknięte, wiec wiedziała, że nie mogłam sama wyjść. Szukała, szukała, wszędzie zaglądała i nic ...nie ma mnie ;-))  W końcu zrozpaczona budzi dziadka, który właśnie w kuchni na tapczanie ucinał sobie poobiednią drzemkę.
- Nie ma Joli, wszędzie szukałam i nie ma ...
A dziadek na to:
- Tak, a zobacz czyje nogi wystają spod kuchni.
 Musicie wiedzieć, że 40 lat temu moi dziadkowie mieli kuchenkę na żeliwnych nóżkach, w której palono węglem .
Babcia szybko złapała mnie za nogi. Ciągnie, ciągnie i wyciągnęła... razem z kociakiem, za którym weszłam pod kuchenkę. Taka to ze mnie kociara ...




A wracając na naszych kotów z warsztatów. Zrobiłyśmy filcowe kocie  breloczki :



Praca ,,paliła" nam się w rekach.


Było twórczo i wesoło.






Mam nadzieje, że za rok spotkamy  w jeszcze szerszym gronie.

***

Póki co w domu miedzy moimi dziećmi trwa spor, jakiego zwierzaka wybrać.
 Głosy są podzielone miedzy psem, a kotem. 
Kto wygra?










6 komentarzy: