poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Sezon ogórkowy i ozdoby z kopru.

Muszę stwierdzić, że u mnie sezon ogórkowy dobiega końca. Każdy "wypad" na działkę kończy się zbiorem jabłek, śliwek, pomidorów, ogórków, fasoli, ziół i kwiatów. Te owoce i warzywa bardzo cieszą. A i satysfakcje mam wielką, że sama to wszystko wyhodowałam. 



Przyznaję, że warzywka czasem są zaniedbane, nie opielone, 
nie podlane na czas... Ale mimo to dają rade i owocują.



 Na działce panuje totalna symbioza. Rośliny współpracują ze sobą.   Ze śliwki "węgierki" spuszcza się w dół winogron i daje wsparcie dla pnących się ogórków: 



 Wracając do sezonu ogórkowego. 
Moja rodzina bardzo lubi ogórki kiszone. W lecie zajadamy się małosolnymi, a jesienią i zimą kiszonymi... Dlatego staram się, aby zamknąć ich jak najwięcej w słoikach. 




Czasami robię tak dużo weków, że aż brakuje mi dużych słoików. Ostatnio został mi jednak jeden duży i zrobiłam z niego lampion . 



Zebrałam koper i aksamitki. Dodałam świeczkę "pływaczka" i proszę bardzo: 


 Sielski lampion, którym można ozdobić stół w ogrodzie. 




 Jak Wam się podoba?

środa, 3 sierpnia 2016

Połowa wakacji i spotkanie w stylu MARINE.

Lipiec miną mi bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy... Nie był to dla mnie miesiąc błogiego, wakacyjnego leniuchowania, ale miesiąc ciągłej pracy - szczególnie weekend-ami. Co weekend na Starym Mieście w Płocku odbywały się różne imprezy.
 Był:
 Reggaeland https://pl.wikipedia.org/wiki/Reggaeland, 
Audioriver www.audioriver.pl/ i  Światowe Dni Młodzieży,
 a to jeszcze nie koniec. W sierpniu też się będzie działo... A że apteka, w której pracuję,  mieści się na Starówce -  była potrzeba, abyśmy dyżurowali w trakcie trwania imprez. 

Całe szczęście, że w tygodniu mogę wygospodarować kilka godzin i spotkać się z przyjaciółmi. Na półmetku wakacji spotkałam się z koleżankami - absolwentkami szkoły florystycznej. Jako że mamy środek lata, spotkanie odbyło się w stylu Marine - na płockim molo.


Część z dziewczyn już po urlopie, część jeszcze planuje: 





W trakcie tych naszych babskich spotkań wymieniamy się informacjami o ciekawych miejscach, które warto zwiedzić w Polsce i za granicą. Po ukończeniu szkoły florystycznej okazało się, że podróże (zaraz po florystyce) to kolejna pasja, która nas łączy.


Był deser i kawa... w Molo Cafe:







Przegadałyśmy cały wieczór i tylko żal się było rozstać. 


Dopiero zachodzące słońce dało znak, że czas wracać do domu.


Dobranoc.

środa, 27 lipca 2016

Można się kąpać, czyli wakacje nad jeziorem.





W domu moich dziadków panowało przekonanie, że od 24 czerwca - czyli od świętego Jana można było kąpać się w rzekach, jeziorach i stawach. Tak twierdzi też moja mama i tą samą maksymę przekazuję ja moim dzieciom. Dlaczego tak jest? Kiedyś wierzono, że w Noc Świętojańską następuje oczyszczenie wody. Wiem, że dużo osób postępuje według tej zasady. Inna prawda jest taka, że do końca czerwca  "kwitną jeziora" i dopiero w lipcu kąpanie się w nich jest bezpieczne dla skóry. Wiecie o czym piszę?








Trwają wakacje, pogoda dopisuje, więc jak tu odmówić sobie takiej przyjemności. Wybierając się nad jezioro, staram się wybierać  plaże oznaczone, bezpieczne, z ratownikiem. Ponieważ moje dzieci lubią skakać do wody, -- pozwalam im, ale tylko w miejscu wyznaczonym.




Czas spędzony nad jeziorem to dla nas czas relaksu.




Bardzo lubimy przebywać nad pobliskim Jeziorem Białym w województwie mazowieckim. Panuje tu tak mały ruch, że nawet miejscowe łabędzie nie boją się ludzi i zakładają gniazda w pobliżu kąpielisk. 






 Jeśli tylko czas pozwoli, wybieramy się też na Mazury i tam korzystamy z dobrodziejstw przyrody. Mogę nawet stwierdzić, że spływy kajakowe stały się już tradycją naszych rodzinnych wypadów. Poświęcę im oddzielny post. 

***

Dziś chcę Wam pokazać miejsce, które odkryliśmy w tym roku. Niedaleko Giżycka,  nad Jeziorem Niegocin leży mała miejscowość Strzelce. Tam - przy samym brzegu - znajduje się kemping i klimatyczna "Tawerna Wachta". 






Polecam to miejsce ze względu na smaczną kuchnię 
i panujący tam spokój .



Ciekawa jestem - lubicie spędzać czas nad jeziorem?


sobota, 16 lipca 2016

Rumianki w aptecznej witrynie.

Witajcie.
Dzisiejszy post będzie o moim miejscu pracy, a dokładnie o aptecznej witrynie. Staram się, aby przynajmniej co miesiąc zmieniał się wystrój w witrynach apteki, w której pracuję. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ obowiązuje zakaz reklamy... i nie powinno się w nich wystawiać leków i kosmetyków. 



Wpadłam na pomysł, że dekoracje w oknach będą nawiązywały do  roślin leczniczych, które są wykorzystywane do produkcji leków i kosmetyków. O tej porze roku inspiracji jest co niemiara. Tyle kwiatów i ziół rośnie w ogródkach, na polach i w lasach, że tylko rwać i układać w bukiety...



Na pierwszy ogień poszedł rumianek. Zachwyciłam się jego pięknem, gdy kilka tygodni temu jechałam polną drogą. Razem z  chabrami i makami wyglądał bajecznie ... Narwałam... chyba pół bagażnika i wtedy narodził się ten pomysł : apteczną witrynę będą zdobiły rośliny lecznicze :-))




Do kompozycji, którą sobie wymyśliłam, dodałam krótką informację o rumianu, o  jego działaniu i zastosowaniu. - i wiecie co - to działa . 



-pacjencji zatrzymują się i czytają. 
A o to właśnie mi chodziło.



A Wy - co o tym pomyśle sądzicie?
 
Chciałabym, aby witryna w aptece była dla pacjentów przyjemna dla oka, ale także, aby była źródłem informacji. Zaobserwowałam, że coraz więcej ludzi pyta o różne zioła. Ja sama polecam naturalne metody dbania o zdrowie i urodę.  Możecie o tym poczytać na moim blogu ziolowareceptura.blogspot.com 

***

Dziewczyny, jeśli jesteście ciekawe, do czego można wykorzystać świeży lub suszony rumianek - zapraszam do lektury tego posta :

W najbliższym czasie podam kilka przepisów,
 które warto zastosować latem.

sobota, 9 lipca 2016

Moje pole truskawek ;-)

A tym polem to żart ;-)  Chodzi o małe poletko truskawek, które w tym roku stworzyłam przy warzywniku na działce. Opiszę Wam krok po kroku - jak to zrobiłam - SAMA, tak po kobiecemu - .

Uwielbiam truskawki i nie wyobrażam sobie działki bez nich. 


Po zimie okazało się, że dużo krzaczków wymarzło i ogólnie całość wyglądała tragicznie. Postanowiłam na wiosnę zrobić porządek i poprowadzić nowe poletko truskawek. Zdrowe, młode sadzonki przesadziłam tymczasowo do skrzynek, a resztę wyrzuciłam na kompost. Ziemię jeszcze raz przekopałam z nawozem do truskawek. Aby zaoszczędzić czas w lato przy pieleniu, postanowiłam przykryć ziemię czarną włókniną i w ten sposób zahamować rozrastanie się chwastów.


Do ziemi przytwierdziłam włókninę za pomocą rzymskich haftek, które zrobiłam z metalowych wieszaków z pralni:


Minęło od tamtej chwili już kilka miesięcy i okazuje się, że haftki spełniły swoją funkcję, więc polecam Wam ten patent ;-)

Do tych sadzonek, które miałam na działce, dokupiłam odmianę powtarzającą owocowanie, odmianę wcześnie owocującą oraz dostałam od koleżanki odmianę włoską, która daje duże, deserowe owoce. 




Po kilku tygodniach poletko wyglądało tak: 


W czerwcu pojawiły się pierwsze owoce :-)

Cieszę się niezmiernie, bo to mój mały sukces ogrodniczy. Mam jeszcze do pokazania dwa projekty, które planowałam na działce  wykonać na wiosnę. Udało mi się je zrealizować. Pochwalę się niedługo :-)

Wracając do truskawek... Niestety kończy się ich  owocowanie. 

Zbieram pojedyncze sztuki, dodaję do porzeczek i malin i robię z nich kompoty owocowe lub piekę letnie ciasta z owocami. Moja rodzina je uwielbia - więc warto !!!