poniedziałek, 4 stycznia 2016

Zima odkryta... w Tatrach.

Czasami wystarczą trzy - cztery dni, by odpocząć. By z dystansem spojrzeć na swoje codzienne życie i obowiązki. Jedynym dla mnie warunkiem jest wyjazd poza dom. Gdziekolwiek. Byleby usunęły się sprzed oczu te czynności, które ciągle są  do zrobienia. Mam tu na myśli prace zawodową, obowiązki szkolne dzieci i niekończące się prace w domu. Wystarczy, że wyjadę i sama sobie pozwolę  odpocząć.

Wyjechałam, odpoczęłam i nabrałam energii na nowy rok. Przy okazji udało mi się popodziwiać najpiękniejsze oblicze zimy. Mróz dał o sobie znać w całej Polsce to wiemy wszyscy. Niektórzy nawet z tego powodu  bardzo narzekają, a ja.... ja  w Tatrach podziwiałam to co mróz wyczarował.

Od zawsze zachwycają mnie oszronione rośliny...




Rozwieszone na gałązkach "kryształki" lodu.



I pejzaże śniegiem i mrozem malowane.


 
Dolina Małej Łąki

Nawet rwący potok poddał się i zamarł w mroźnym bezruchu.


***

Życzę udanego tygodnia i pomyślnego startu w nowy rok.

4 komentarze:

  1. Jolu, dobrze że wypoczęłaś, bo dawno Cię tu nie było:) Wszystkiego dobrego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję i wzajemnie.Mam nadzieję, że w tym roku będę blogowała częściej. - taki mam plan.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że to tylko mróżz- choć pięknie! ale śniegu,śniegu nam się chce!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Mniej mrozu, a więcej śniegu. Styczeń i luty mogłoby poprószyć. A później to już tylko wiosna - moja ulubiona.

      Usuń