środa, 27 lipca 2016

Można się kąpać, czyli wakacje nad jeziorem.





W domu moich dziadków panowało przekonanie, że od 24 czerwca - czyli od świętego Jana można było kąpać się w rzekach, jeziorach i stawach. Tak twierdzi też moja mama i tą samą maksymę przekazuję ja moim dzieciom. Dlaczego tak jest? Kiedyś wierzono, że w Noc Świętojańską następuje oczyszczenie wody. Wiem, że dużo osób postępuje według tej zasady. Inna prawda jest taka, że do końca czerwca  "kwitną jeziora" i dopiero w lipcu kąpanie się w nich jest bezpieczne dla skóry. Wiecie o czym piszę?








Trwają wakacje, pogoda dopisuje, więc jak tu odmówić sobie takiej przyjemności. Wybierając się nad jezioro, staram się wybierać  plaże oznaczone, bezpieczne, z ratownikiem. Ponieważ moje dzieci lubią skakać do wody, -- pozwalam im, ale tylko w miejscu wyznaczonym.




Czas spędzony nad jeziorem to dla nas czas relaksu.




Bardzo lubimy przebywać nad pobliskim Jeziorem Białym w województwie mazowieckim. Panuje tu tak mały ruch, że nawet miejscowe łabędzie nie boją się ludzi i zakładają gniazda w pobliżu kąpielisk. 






 Jeśli tylko czas pozwoli, wybieramy się też na Mazury i tam korzystamy z dobrodziejstw przyrody. Mogę nawet stwierdzić, że spływy kajakowe stały się już tradycją naszych rodzinnych wypadów. Poświęcę im oddzielny post. 

***

Dziś chcę Wam pokazać miejsce, które odkryliśmy w tym roku. Niedaleko Giżycka,  nad Jeziorem Niegocin leży mała miejscowość Strzelce. Tam - przy samym brzegu - znajduje się kemping i klimatyczna "Tawerna Wachta". 






Polecam to miejsce ze względu na smaczną kuchnię 
i panujący tam spokój .



Ciekawa jestem - lubicie spędzać czas nad jeziorem?


sobota, 16 lipca 2016

Rumianki w aptecznej witrynie.

Witajcie.
Dzisiejszy post będzie o moim miejscu pracy, a dokładnie o aptecznej witrynie. Staram się, aby przynajmniej co miesiąc zmieniał się wystrój w witrynach apteki, w której pracuję. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ obowiązuje zakaz reklamy... i nie powinno się w nich wystawiać leków i kosmetyków. 



Wpadłam na pomysł, że dekoracje w oknach będą nawiązywały do  roślin leczniczych, które są wykorzystywane do produkcji leków i kosmetyków. O tej porze roku inspiracji jest co niemiara. Tyle kwiatów i ziół rośnie w ogródkach, na polach i w lasach, że tylko rwać i układać w bukiety...



Na pierwszy ogień poszedł rumianek. Zachwyciłam się jego pięknem, gdy kilka tygodni temu jechałam polną drogą. Razem z  chabrami i makami wyglądał bajecznie ... Narwałam... chyba pół bagażnika i wtedy narodził się ten pomysł : apteczną witrynę będą zdobiły rośliny lecznicze :-))




Do kompozycji, którą sobie wymyśliłam, dodałam krótką informację o rumianu, o  jego działaniu i zastosowaniu. - i wiecie co - to działa . 



-pacjencji zatrzymują się i czytają. 
A o to właśnie mi chodziło.



A Wy - co o tym pomyśle sądzicie?
 
Chciałabym, aby witryna w aptece była dla pacjentów przyjemna dla oka, ale także, aby była źródłem informacji. Zaobserwowałam, że coraz więcej ludzi pyta o różne zioła. Ja sama polecam naturalne metody dbania o zdrowie i urodę.  Możecie o tym poczytać na moim blogu ziolowareceptura.blogspot.com 

***

Dziewczyny, jeśli jesteście ciekawe, do czego można wykorzystać świeży lub suszony rumianek - zapraszam do lektury tego posta :

W najbliższym czasie podam kilka przepisów,
 które warto zastosować latem.

sobota, 9 lipca 2016

Moje pole truskawek ;-)

A tym polem to żart ;-)  Chodzi o małe poletko truskawek, które w tym roku stworzyłam przy warzywniku na działce. Opiszę Wam krok po kroku - jak to zrobiłam - SAMA, tak po kobiecemu - .

Uwielbiam truskawki i nie wyobrażam sobie działki bez nich. 


Po zimie okazało się, że dużo krzaczków wymarzło i ogólnie całość wyglądała tragicznie. Postanowiłam na wiosnę zrobić porządek i poprowadzić nowe poletko truskawek. Zdrowe, młode sadzonki przesadziłam tymczasowo do skrzynek, a resztę wyrzuciłam na kompost. Ziemię jeszcze raz przekopałam z nawozem do truskawek. Aby zaoszczędzić czas w lato przy pieleniu, postanowiłam przykryć ziemię czarną włókniną i w ten sposób zahamować rozrastanie się chwastów.


Do ziemi przytwierdziłam włókninę za pomocą rzymskich haftek, które zrobiłam z metalowych wieszaków z pralni:


Minęło od tamtej chwili już kilka miesięcy i okazuje się, że haftki spełniły swoją funkcję, więc polecam Wam ten patent ;-)

Do tych sadzonek, które miałam na działce, dokupiłam odmianę powtarzającą owocowanie, odmianę wcześnie owocującą oraz dostałam od koleżanki odmianę włoską, która daje duże, deserowe owoce. 




Po kilku tygodniach poletko wyglądało tak: 


W czerwcu pojawiły się pierwsze owoce :-)

Cieszę się niezmiernie, bo to mój mały sukces ogrodniczy. Mam jeszcze do pokazania dwa projekty, które planowałam na działce  wykonać na wiosnę. Udało mi się je zrealizować. Pochwalę się niedługo :-)

Wracając do truskawek... Niestety kończy się ich  owocowanie. 

Zbieram pojedyncze sztuki, dodaję do porzeczek i malin i robię z nich kompoty owocowe lub piekę letnie ciasta z owocami. Moja rodzina je uwielbia - więc warto !!!