sobota, 28 września 2013

Basia ma kota... ;-) i sobotnia prasówka.





Nadal pozostaję pod urokiem Kazimierza i cudeniek, które tam zobaczyłam w zeszłym tygodniu. Na rynku zwiedziłam mnóstwo małych galerii z rękodziełem. Różne różniaste twory, - oj było co podziwiać. Moja Basia kupiła  na pamiątkę drewnianego, malowanego  kota...

Ja na dłużej zatrzymywałam się przy "szmaciankach" , to znaczy uszytych z materiału sowach, kotach oraz girlandach z kwiatów i ptaszków  tego typu :




Tego uszyłam już dawno i zawiesiłam na działce pod winogronami...

A jeśli chodzi o koty - to... pierwsze koty za płoty... Wyciągnęłam maszynę , materiały, guziczki, tasiemki i ... . Pierwszego kota uszyłam dla Basi. Jeszcze cieplutkiego zabrała do szkoły i podbiła serca koleżanek. W szyciu mam teraz kolejnego kota, sowy, serduszka i ptaszki. Uwielbiam takie inspirujące wyjazdy, po których wracam do domu z głową pełną pomysłów i z nową weną do tworzenia.

 

***

Chciałabym pokazać Wam czasopismo, które wczoraj dostało się w moje ręce. Jest to kwartalnik  "Piękno & pasje" - dostępny w Empiku. Przedstawia ludzi z pasją, ich sposób na życie, ciekawe miejsca warte zwiedzenia, przepisy na sezonowe smakołyki oraz wiele, wiele innych tematów.  W ogólnym zarysie przypomina troszkę "Sielskie życie". Zatem, jeśli ktoś preferuje sielski tryb życia i lubi uroki polskiej wsi - polecam serdecznie.


                                                    



Nie mogłam też oprzeć się przed zakupem Werandy Country. Tą gazetę kupuję od lat i zawsze znajduję tam coś dla siebie. Ciekawe wnętrza, piękne dodatki i aranżacje.





Udanej niedzieli.
- do zobaczenia niebawem w jesiennych kolorach...

poniedziałek, 23 września 2013

Wycieczka do Kazimierza Dolnego


A jednak się udało...
Wypad do Kazimierza Dolnego planowałam już od miesiąca.
Jeszcze raz chciałam poczuć klimat tamtego miejsca.
Jest to bowiem miejsce, 
gdzie chce się wracać jeszcze raz i jeszcze raz...

***

Wstaliśmy w sobotę o świcie, tak że już o godzinie 6.15 całą rodziną siedzieliśmy w samochodzie.

W pierwszym etapie podróży dotarliśmy do Janowca.
A tam na wysokiej skarpie wiślanej  ruiny XVI - wiecznego  zamku.
Potężne... 
Zamek liczył niegdyś 96 pokoi i kilka sypialni.


... widok na Wisłę.


Przeprawą promową dostaliśmy się na drugi brzeg rzeki  do Kazimierza.
A tam ryneczek, studnia, kościół farny, ... i kamieniczki,
 a w nich klimatyczne kawiarenki i sklepiki... 




W jednym ze sklepików przepadłam na całego. Rodzina  (tzn.dzieci) wyciągały mnie siłą. Mąż zachował cierpliwość - wiedział po co tu przyjechałam... ;)
Długo nie mogłam stamtąd wyjść . Zauroczyły mnie bielone, przecierane meble, lawendowe dodatki, kosze, słoje... i cała reszta.





Za rogiem czekał zielony rower...


...i jeszcze widok z Góry Trzech Krzyży.
Koniecznie trzeba tam wejść,
 aby zobaczyć Wisłę i Kazimierz w całej rozciągłości.


...i choć z parasolami w dłoni - warto było.


Polecam :-)

piątek, 20 września 2013

Wrzosowy wrzesień


Czas ucieka jak szalony. Jeszcze chwila i koniec września.
A już w tą niedziele przypada początek  astronomicznej jesieni.
Zapowiada się ładna pogoda, warto więc weekend spędzić za miastem. Zobaczymy...

U nas jesień weszła już na pokoje. W pokoju dziennym, tam gdzie spędzamy całą rodziną najwięcej czasu,  od miesiąca króluje wrzos.



Zmieniłam poszewki na poduszkach, zawiesiłam fioletową firankę ,
dodałam kilka wrzosowych dodatków i mamy odmieniony  ;) pokój ...
Lubię takie zmiany...
Czasami tak niewiele trzeba, aby stworzyć klimat.




Pozdrawiam ciepło.

sobota, 14 września 2013

Mój jest ten kawałek podłogi...


Witajcie kochane!
Od wczoraj jestem w posiadaniu najnowszego - październikowego numeru Moje Mieszkanie.
Paza artykułami o dziewczynach z blogowego świata (Agnieszka i Renata - moje gratulacje),
swoją uwagę zwróciłam na aranżację kącika do prac domowych.
"Wygodny kącik do pracy, nauki lub hobby powinien mieć każdy z domowników. To strefa osobista, gdzie trzymamy swoje skarby..." - podaje MM.

Moje miejsce wygospodarowałam na poddaszu.
 Nie mam swojego pokoju, bo wszystkie oddaliśmy dzieciom.
... ale i tak jest dobrze ;)
Stół, który znalazłam w piwnicy oczyściłam i pomalowałam na biało.
Tak samo zrobiłam z krzesłem. Zestawiłam i mam swój kącik.


Zostawiam tam ozdoby, nad którymi aktualnie pracuję. Prace decoupage spokojnie tu dosychają i nikomu  nie przeszkadzają.
 W koszach i schowkach usytuowanych w pobliżu przechowuję farby, serwetki, nici, tasiemki i wszystko inne, co mi do szczęścia potrzebne...


Podziwiam na blogach niejedokrotnie piękne pracownie, gdzie dziewczyny tworzą swój świat. Troszkę zazdroszczę, ale cieszę  się też, że i ja mam " swój kawałek podłogi ".
I mam coś jeszcze : wsparcie męża i podziw dzieci.
Pa.
Udanego weekendu.


poniedziałek, 9 września 2013

Początek jesieni na wsi.





Witajcie Kochane.
Pierwszy tydzień w szkole upłyną nam bardzo szybko. Już były pierwsze prace domowe i pierwsze zebranie. Od początku wciągamy się w nowe obowiązki.
Nie ma lekko ;-)

***

  Pogoda w ostatnich dniach dopisywała, więc na weekend wybraliśmy się całą rodziną  do domu pod lasem. Na wsi już widać, że idzie jesień...
... zielony kolor przybiera odcienie rudości.
Opadają pierwsze liście.


I choć słońce jeszcze w dzień  przygrzewa, to wieczorem czuć chłodek w powietrzu. Musiałam powyciągać ciepłe bluzy i polary. Miałam ochotę napalić nawet w kominku.... Ale tym razem wystarczyły pledy i było cieplutko i miło.

Dom i obejście przygotowujemy do stopniowo do sezonu zimowego. Mamy już zapas drewna do kominka.... ;)


W niedzielę obudziła nas piękna pogoda. Zaraz po śniadaniu wybrałam się z Basią na grzyby. Na naszej działce i zaraz za ogrodzeniem rosną maślaczki . Dom postawiliśmy w sosnowym zagajniku i stąd to właśnie mamy grzybki zaraz pod domem.


Kilka kroków dalej w wysokim lesie rosną podgrzybki. Młode, piękne...
Na obiad była obowiązkowo zupa grzybowa.


Najprzyjemniejsze w tym grzybobraniu było to, że poleżałam sobie na mchu , gdy robiłam dla Was zdjęcia.
 Super - polecam.

***

Z ostatnich w tym roku kwiatów polnych, traw i suszonego zboża przygotowałam jesienny bukiet. Nie byłabym sobą, gdybym ze spaceru nie przyniosła jakiegoś badylka albo szyszek.




Apropo szyszek  - znoszę je namiętnie do domu już od dłuższego czasu.
Ostatnio zabrałam na wieś pistolet na gorący klei i oklejam tymi szyszkami styropianowe kule. W następnym etapie dodam jakieś suszki,
sztyczne różyczki, rajskie jabłuszka  i powstaną klimatyczne ozdobne kule. Może coś na Boże Narodzenie...? Ważne, że podstawę już mam.


Życzę spokojnego tygodnia.



piątek, 6 września 2013

Kuchenny niezbędnik ;-)


Zawsze chciałam JĄ mieć. Mowa tu o melalowej podkładce na książkę kucharską. Te z Was, które ją mają, wiedzą jaka to wygoda. Teraz już książka nie zamyka się sama, gdy tylko od niej odejdę.  A co jest najważniejsze - nie brudzę stron palcami, bo nie muszę ciągle i ciągle na nowo szukać przepisu, według którego gotuję.




W chwilach, gdy nie gotuję podstawka wisi na ścianie. Nie chcę zabierać sobie miejsca na blatach, bo nie mam ich w kuchni za wiele. Zatem zawiesiłam ją w kąciku kawowym, gdzie stoi ekspres do kawy. Tam przygotowyję kawę i czasami (!) drinki dla przyjaciół. Wówczas również korzystam z "mądrych" książek...i moja podstawka znów pełni swoją funkcję.




Witam serdecznie nowych obserwatorów.
Życzę udanego i słonecznego weekendu.
Jola